Do tej pory rzadko robiłam smalec. Jednak ostatnio, gdy mam dostęp do prawdziwie wiejskiej słoniny (dostaję za darmo przy większych zakupach) - pojawia się w moim domu znacznie częściej. Ten ostatni zrobiłam i spróbowałam jeszcze ciepły, a potem... hmm... nieustanie o nim myślałam. Nieprzyzwoicie smaczny; szczególnie z domowym chlebem i kiszonym ogórkiem.

Składniki:
- 1,5 kg słoniny
- 400 g wędzonego boczku
- 3 duże cebule
- 2 jabłka
- świeży majeranek (niekoniecznie)
- sól, pieprz
- 2 łyżeczki suszonego majeranku
Wykonanie
Smalec wymaga czasu! Najlepszy jest wtedy gdy biały tłuszcz w całości pochodzi z wytopionej słoniny. Dodanie gotowej kostki smalcu to już nie to samo...
Słoninę pokroić w kostkę, włożyć do rondla o grubym dnie i ustawić na wolnym ogniu. Topić 1- 2 godz. mieszając od czasu do czasu. Dodać pokrojony trochę drobniej boczek i całe gałązki majeranku (należy je odłowić przed końcem przyrządzania smalcu).
Cebulę obrać, pokroić w drobną kostkę. Wrzucić do rondla, gdy słonina i boczek porządnie się wytopią i zaczną brązowieć. Mieszając zeszklić cebulę.
Jabłka obrać, zetrzeć na grubych oczkach tarki wprost do rondla. Pozostawić na ogniu jeszcze około 5 minut. Dodać sól, pieprz i majeranek, zamieszać. Przełożyć do miseczek lub słoików i ostudzić, a następnie przechowywać w lodówce.