Choć tatrzańscy górale raczej się do niego nie przyznają... to ci z gór Świętokrzyskich zrobią to z przyjemnością. Kultowe danie w mojej rodzinie, które tata obowiązkowo podawał przyjezdnym gościom na niedzielne śniadanie. W moim domu również pojawiało się dość często, lecz zawsze przygotowywała je siostra. Ja dziś debiutowałam (o dziwo z sukcesem), gdyż pomimo iż potrawa nie jest skomplikowana to jej przygotowanie wymaga sporo wyczucia. Idealnie zrobione, mają chrupiącą bułkę, roztopiony ser i lejące żółtko.

Składniki na 8 sztuk:
- 4 świeże okrągłe bułki
- 8 jajek
- sól, pieprz
- masło lub olej do smażenia
- 8 plastrów dobrej wędliny
- 8 plastrów żółtego sera
- gęsta kwaśna śmietana 22%
- pół pęczka koperku
- pół pęczka szczypiorku
Wykonanie
Piekarnik nagrzać do temperatury 200oC. Dużą blachę posmarować olejem.
Bułki przekroić na połówki (można ściąć czubki by nie przewracały się podczas pieczenia). Ułożyć na blasze podpiec około 5 minut.
Na patelni rozgrzać tłuszcz. Jajka smażyć po 4 sztuki do momentu, aż spodnia warstwa białka się zetnie a żółtko i cienka warstwa białka na wierzchu pozostanie płynna (bez obaw... potrawa będzie jeszcze zapiekana). Jajka posolić, posypać pieprzem, usmażone - przełożyć na talerz.
Na podpieczonych bułkach ułożyć po jednym plasterku wędliny i sera a na nich jajko sadzone. By wszystkie składniki miały kształt bułki, użyłam okrągłej wykrawaczki do pączków zarówno do wycięcia wędliny, sera jak i jajka sadzonego (nie jest to oczywiście konieczne).
Śmietanę zamieszać w kubeczku. Ułożyć po łyżce na wierzchu każdego jajka (najprawdopodobniej spłynie podczas pieczenia - trudno taka już jej uroda).
Wstawić do piekarnika na kolejne 5-10 minut (jajka są gotowe gdy ser nieco się rozpuści; nie należy dopuścić do nadmiernego ścięcia żółtka).
Upieczone posypać posiekanymi ziołami.
Jeść sztućcami (choć wyglądają jak kanapki, trudno poradzić sobie z płynącym żółtkiem i śmietaną bez talerzyka).

