Potrawa, którą wszyscy dobrze znają i z pewnością mają wyrobioną opinię na jej temat. Podobnie z nami: mąż - uwielbia, ja - wręcz przeciwnie, a syn – hmm, zwykle mawia, że "Farasolki ładnie pachną". Z tego powodu, przygotowując tę potrawę, staram się spełnić oczekiwania, których do końca nie rozumiem... i choć bardzo się staram, nie potrafię rzetelnie ocenić efektów. Główny konsument stwierdził, że to najlepsza fasolka jaką jadł...

Składniki:
- opakowanie około 450 g białej fasoli (piękny Jaś)
- 1 duża cebula
- 350 g cienkiej kiełbasy (dałam prawdziwą wiejską kiełbasę)
- 3 łyżki koncentratu pomidorowego
- 2 łyżki majeranku
- 2 kostki bulionu wołowego
- olej
- pieprz i słodka papryka do smaku
- 3 łyżki zasmażki (tym razem pominęłam)
Wykonanie
Fasolę opłukać pod bieżącą wodą, umieścić w garnku wypełnionym wodą i zostawić na noc do napęcznienia.
Następnego dnia odsączyć fasolkę na sicie, ponownie opłukać, zalać wodą około 1 cm powyżej poziomu fasolek, gotować na wolnym ogniu usuwając zbierającą się pianę.
Kiełbasę obrać (o ile to możliwe), pokroić w plasterki i dodać do fasoli wraz z majerankiem i jedną kostką bulionową. Przykryć, gotować około 1 godziny.
Cebulę obrać pokroić w sporą kostkę, podsmażyć na niewielkiej ilości oleju, dodać do rondla. Dalej gotować, aż fasola stanie się miękka - choć nadal jędrna (cały proces gotowania trwał u mnie ponad 2 godziny). Kiedy tak się stanie dodać drugą kostkę, koncentrat pomidorowy i przyprawy. Jeśli w fasolce jest zbyt dużo wody, dodać zasmażkę (na rozgrzanym tłuszczu podsmażyć sporą łyżkę mąki). Grzać do zgęstnienia cały czas mieszając.

